Blog

Profilaktyka zachorowań w naszym kraju to kpina – płać, albo cierp.

19 kwietnia 2019

To co spotkało nas ostatnio w przychodni, zasługuje na osobny wpis na blogu. Nie pisałam o tym wcześniej, chciałam ochłonąć, zebrać myśli i jakoś to podsumować. Szukałam informacji, zbierałam opinie innych ludzi a także słuchałam jakie oni mieli doświadczenia w tym temacie. Najgorzej bym na tym wyszła, gdybym napisała ten tekst na świeżo. Tak od razu, bez zastanowienia i targana emocjami. Nie dość że tymi negatywnymi prosto po wyjściu  gabinetu, ale też tymi ciążowymi. Uwierz że to byłaby mieszanka wybuchowa. Chciałam na spokojnie, dlatego opisuję wszystko dwa tygodnie później.

Zacznijmy jednak od początku…

Antoni kiedyś trenował w akademii reissa piłkę nożną. Chodziliśmy na treningi pół roku, bardzo podobała mu się gra na orliku, jednak okres zimowy i  ćwiczenia na hali sportowej już nie bardzo. Zrezygnowaliśmy, nie namawialiśmy i zaakceptowaliśmy decyzję dziecka. Od dwóch czy trzech miesięcy chęci do uprawiania sportu powróciły i młody znów jest zawodnikiem. Tym razem jako uczeń szkoły podstawowej, zapisany jest do uczniowskiego klubu sportowego – gdzie są nieco inne zasady.

Niedawno otrzymaliśmy od trenera informację o badaniach lekarskich.

Cała drużyna, jednym autokarem miała jechać do lekarza sportowego, by ocenił ich zdolność do wykonywania ćwiczeń. Bardzo rozsądne podejście – jednak jeszcze wtedy nie wiedziałam jak dużo nerwów mi to zepsuje. Okazało się bowiem, że każde dziecko ma mieć ze sobą;

-skierowanie na badanie
-kwestionariusz osobowy
-jakąś kwotę na autokar
-wyniki krwi, moczu i cukru

Szczęśliwa, pełna nadziei i chęci wybrałam się z dzieckiem do przychodni. Ba! Byłam taka mądra że zabrałam też córkę, bo wychodziłam z założenia – jak jeden ma badania krwi, to zrobię też drugiemu – a co! Raz w roku, niech mają przegląd. Płacę z mężem podatki, do lekarza nie chodzimy codziennie – należy nam się takie badanie krwi raz w roku.

A tu ściana…

Lekarz dał skierowanie na badanie u lekarza sportowego ale na krew już nie. Dlaczego? Bo to skierowanie ma dać tamten lekarz. O!

Moje tłumaczenia, że tamten lekarz chce mieć te wyniki jak dzieci przyjadą. Jak to ma się odbywać? Przyjeżdża 50 dzieci, pobierają każdemu krew i mocz. Wysyłają do analizy i co? Mają tam czekać cały dzień na wyniki, by później wejść do gabinetu? To logiczne że te wyniki mają już być razem z nimi. I co usłyszałam?

„A widzi Pani, dlaczego ja mam dawać Pani skierowanie, skoro tamten lekarz powinien? Ja mam płacić, a on sobie tylko wynik weźmie”

„Nie proszę pana! To ja płacę, nie Pan. To moje podatki, nie Pana. To moje zdrowotne, nie Pana”

A profilaktycznie raz w roku mi się nic nie należy. Jak dziecko zachoruje – mam przyjść, będą leczyć. Ale jak zdrowe, mam iść do domu.

Skierowania nie dostałam. Przez hormony ciążowe prawie rozpłakałam się w gabinecie i nie pomyślałam o tym, by poprosić o pisemną odmowę. Nie chciałam tam wracać i się kłócić, ale niesmak pozostał i do tego lekarza moje dzieci już nie pójdą. Co zrobiłam? Zapłaciłam za badanie, dałam się oszukać.

W domu na spokojnie sprawdziłam czy faktycznie nic mi się nie należy. Zwykłe badanie krwi i moczu które prywatnie zrobię za 22 zł raz do roku mi się nie należy? Właśnie nie. Płać składki – bo pracując musisz to robić. Ba! My z mężem teraz płacimy trzy razy odkąd mamy firmę. Jednak nadal nie należy się nikomu w kraju badanie krwi i moczu raz w roku.

Nie ma profilaktyki.

Mówią o niej często. Na reklamy w TV mają pieniądze wszyscy. Szkoda tylko, że w ani jednym artykule ani reklamie nikt nie wspomina o tym, że profilaktykę musisz opłacić sobie sam. Państwo nie da Ci 22 zł. Twoich 22 zł, które co miesiąc oddajesz. Na co to idzie? Nie wiem. Na pewno nie na Twoją profilaktykę. Leczyć Cię mogą, mógł się by  jeszcze trafili dobrze z czasem, bo niektórzy szczęścia nie mają i chorobę wykrywa się zbyt późno. Przez to, że Tobie się nie należy nic, co w teorii jest Twoje.

Jest jeszcze jedna opcja.

Możesz się upić i przewrócić. Karetka weźmie Cie do szpitala i wykona tomografię, badania i da Ci jeść przez trzy dni. Ale dziecka nie upiję, sama też nie mogę teraz, a mojemu mężowi byłby wstyd leżeć w rowie pod wpływem %. Jak jesteś zdrowa, ale boli Cię głowa – poczekasz na tomograf pewnie trzy lata, Ci co mają więcej szczęścia może mniej. Pan pod sklepem, tego samego dnia – niech tylko się przewróci.

Dobrze że mnie stać na to, by zapłacić 22 zł na osobę.

Jednak Kowalska po opłaceniu rachunków nie ma tyle pieniędzy. Kowalska czeka na sygnały chorobowe i dopiero wtedy idzie do lekarza, bo zrobią jej wyniki za darmo. Tylko to „wtedy” to jest za późno. I boli mnie to strasznie. Taki brak szacunku, zrozumienia i sprawiedliwości.

Też spotkałaś się z taką sytuacją u lekarza?

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam na nasz Facebook

You Might Also Like

1 komentarz

  • Odpowiedz leptir 19 kwietnia 2019 at 14:06

    tak Basiu i to nie raz….. na SOR-rze możesz czekać 1, 2, 3, itd godziny i nic, ale jak przywiozą alkoholika z ulicy to be kolejki, albi i więźnia butnego który niby cos tam połknął. Skaczą koło nich …a ty zwyklaku czekaj …albo płać – jak ty
    to jest chore i nikt tego nie chce zmienić …

  • Odpowiedz na „leptirAnuluj

     

    Zapisz się na Newsletter i otrzymaj 5% rabatu na zakupy w naszym sklepie.

     

    Zagadzam się na newsletter

    Zagadzam się na newsletter