Blog

Planujemy domowy budżet! Jak oszczędzamy na wszystkim, każdego dnia!

11 sierpnia 2020

Wiele razy, gdy pojawia się u nas wzmianka o tym, że coś kupiliśmy dostaję pytania. „Jak to zrobić?” Przy dwójce, trójce, czwórce dzieci jest niemożliwe by to zrobić?” „masz jakieś rady dla początkujących plannerów życia?” i wiele wiele innych. 

Przy standardowych zakupach typu – zakupy spożywcze, drobne agd tego nie ma. Jednak przy lodówce, aucie czy tak jak ostatnio drugiej działce budowlanej już się coś pojawiało. Fakt, że w ciągu 3 miesięcy „pochwaliliśmy się” zakupem wielu droższych rzeczy nie umknął uwadze zainteresowanych. A ja mam tylko jedną odpowiedź – planowanie.

Wiecie, że uwielbiam planować.

Mam swój ukochany planner (możesz go kupić w naszym sklepie – TU) kilka notesików, masę tabelek i innych pomagaczy. Muszę mieć wszytko pod kontrolą i wychodzi na to, że metoda którą wybrałam jest fajna. Dzięki czemu, stać nas na to wszystko a zarabiamy z mężem naprawdę przeciętne pieniądze. Nie dostajemy od rodziców co miesiąc zastrzyku gotówki, nie kupiliśmy ziemi za ich pieniądze, nie wyprawiliśmy wesele czy nie kupiliśmy auta z ich pomocą. To wszystko co mamy – jest nasze „nasze”.

Dlatego niektórych tak to boli, bo myślą… że dostaliśmy wszystko za darmo.

Śmieje się, że jesteśmy ciągle na dorobku!

Bo tak jest. Jesteśmy młodym, dwuletnim małżeństwem i nadal jesteśmy na etapie „dorabiania się”. Nie tylko swoich wspólnym, wspaniałych wspomnień, ale też tych wszystkich rzeczy materialnych. Żyjemy, spłacamy kredyt, płacimy rachunki, kupujemy co jest niezbędne nam do życia. Faktycznie, lekko momentami przesadzamy z oszczędnością, jednak tak bardzo chcemy osiągnąć nasze cele, że weszło nam to w krew. Lubimy mieć taką poduszkę, zabezpieczenie i spokój.

To nie jest tak, że spada nam to z nieba!

Pamiętasz moje początki ciąży z Maciejem? To własnie wtedy postanowiliśmy zacząć prowadzić firmę. Nie miałam zwolnienia ciążowego i pracowałam do piątku, a w sobotę byłam na porodówce. Dwa tygodnie po porodzie, wróciłam do pracy. Teraz mamy 7 miesiąc ciąży kolejnej – a ja znów nie korzystam z uroków L4, a po porodzie mam całe 2 tygodnie by dojść do siebie i wrócić na etat plus do obowiązków firmowych.

Nasza firma ma rok i cztery miesiące. Przez ten czas, każdego dnia, bez grama wolnego zapierniczałam by być w tym miejscu w którym jestem. By móc zatrudnić nianię do pomocy i pracować jeszcze więcej. Bo to lubię. Bo praca którą mam daje mi radość ale też co ważne pieniądze. Daje mi poczucie niezależności, spokoju i stabilizacji. Pracowałam ciężko na to co mam, bo wiele kobiet nie rezygnuje z przywilejów jakie im się należą (Co rozumiem, bo w dwóch poprzednich ciążach także korzystałam z uroków l4 i urlopu macierzyńskiego). Teraz mamy jednak dużo większe plany i marzenia.

Nasze marzenia sięgają 5 lat!

Więc każdego dnia, przez najbliższe 5 lat nasze życie będzie wyglądało tak, jak wygląda. Będziemy zmęczeni ale jednocześnie szczęśliwi. Będziemy pytać się „po co nam to” by na starość powiedzieć „kurcze, opłacało się!”. Mamy w głowach cel, na szczęście taki sam, więc po prostu na to pracujemy. A że pracujemy ciężko, każdego dnia – to doceniamy wartość pieniądza i nie wydajemy na pierdoły.

Nie znajdziesz u nas w szafie drogich, markowych ubrań.

Nie znajdziesz w naszym garażu auta za 100 tysięcy.

Nie znajdziesz w naszym mieszkaniu gresu, tylko panele z wyprzedaży.

Nie znajdziesz u nas nic, na co Ciebie nie stać.

Jesteśmy normalni, nie rozrzucamy pieniędzy na prawo i lewo. Kupujemy to, co jest nam niezbędne do życia a szalejemy raz na jakiś czas. Jadąc spontanicznie nad morze, do zoo czy nad jezioro. Nie zamawiamy jedzenia każdego dnia, nie wychodzimy na imprezy, nie jemy co tydzień sushi – chociaż bardzo lubimy. Po prostu kalkulujemy, liczymy i dodajemy do siebie cyfry – chcemy, by wszystko się zgadzało, by osiągnąć cel.

Moglibyśmy zrobić to, wspomagając się ogromnym kredytem hipotecznym – ale po co? Póki co, póki starcza nam sil – działamy tym co mamy. Fakt, że trwa to znacznie dłużej lekko nas zniechęca, jednak wizja ogromnego kredytu na 30 lat nas przeraża. Póki co musimy ciągnąć to tak, jak jest. Będąc młodym małżeństwem, pewnie nie byłoby problemu z kredytem patrząc na nasze umowy jednak… jesteśmy młodym małżeństwem z 4 dzieci a każde z nich mega mocno podbija cenę i nasza zdolność kredytowa jest marna.

Jak więc działamy, by mieć co chcemy?

Po pierwsze mam swoje tabelki. Każdego miesiąca, zapisuje nasze dochody – stałe pensje, plus dodatki typu 500+, alimenty, nadgodziny w pracy. Następnie płacę rachunki stałe w skład których wchodzi:

Rata za działkę
Mieszkanie – czynsz
Prąd
Gaz
Telefony
Przedszkole
Netflix
ZUS
DPD
Newsletter
Księgowy
VAT
Konto Antka

Dalej czekam na podliczenie miesiąca by zapłacić niani. Sprawdzam, ile wizyt mamy u ortodonty (200-350 zł za wizytę) plus ginekologa (150 zł za wizytę plus ewentualne badania). Sprawdzam kiedy ubezpieczenia domu, dzieci, nasze, samochodu. Czy czeka nas przegląd czy potrzeba czegoś do samochodu? Czy ktoś ma urodziny, imieniny, rocznice?

Gdy już to wszystko mamy podliczone, sprawdzam ile nam zostało. Wiem, że każdego tygodnia wydaję około 400 zł na jedzenie więc około 1500 zł muszę zostawić na bieżące wydatki. A reszta? Resztę automatycznie wpłacam na konto oszczędnościowe i udaję, że tego nie ma. Przepadło, straciliśmy i koniec. Nawet, jak pod koniec miesiąca zacznie się sytuacja w stylu… „kurcze za co zrobić zakupy?” Nie tknę tych, które są w banku.

Mogłabym, ale po co?

Mogłabym w tym momencie zrobić szybki przelew z konta oszczędnościowego, na moje i kupić to co chcemy. Wiem jednak, że jak raz to zrobię, będę robiła to cały czas. Ustaliłam sobie już dawno temu, że wpłacając tam cokolwiek tego po prostu nie ma. Każdy przelew na 10 zł, przepada w momencie gdy zostanie wykonany na tamten rachunek bankowy. Czy taka metoda jest dobra dla wszystkich? Nie, bo wiele osób nie da rady się powstrzymać. Wiedząc że są super promocje, a w portfelu nie ma nic, przypomnisz sobie o tamtych pieniądzach i pójdziesz na te zakupy. Bo taka okazja nie mogła przepaść.

Dla nas osobne konto, na które wpłacamy cokolwiek, by uznać to za „zaginione pieniądze” to klucz do sukcesu w oszczędzaniu. Może Tobie też ta metoda przypasuje? 🙂

Dzięki temu mamy co mamy. 
Bez luksusów, ale ze spokojną głową. 

 

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam na nasz Facebook

You Might Also Like

4 komentarze

  • Odpowiedz Mmm 11 sierpnia 2020 at 09:23

    No ok ale jak faktycznie na koniec miesiąca braknie ty nie weźmiesz z konta to za co żyć za co zrobić zakupy jak w portfelu już nie ma a z kąta nie brać?

    • Odpowiedz pierwsze-kroki 11 sierpnia 2020 at 09:38

      Wiele razy nie mieliśmy nic… ale nie wziełam z konta.
      W zeszłym miesiącu dokładnie w sobotę zostało nam w portfelu 30 zł – a wypłata miała być w kolejny poniedziałek (9 dni) i daliśmy radę.
      Sprzedałam kilka rzeczy i się udało. Nigdy, nie pobieram kasy z tamtego konta. Ono jest na większe wydatki, takie niespodziewane.
      Jeśli zamiast schabu, na obiad zjemy na przykład ziemniaki z jajkiem nikomu korona z głowy nie spanie… 🙂

      Teraz jest to dla Ciebie trudne i nie do ogarnięcia, ale serio można.
      My się tego uczyliśmy dłuższy czas.

  • Odpowiedz Mała rzecz a cieszy 11 sierpnia 2020 at 10:27

    Najważniejszy jest cel i realizowanie go. Też jestem oszczędną Poznanianką :). A mogę zapytać skąd macie obecne mieszkanie? bo nie widzę tu raty kredytu za nie 😉

    • Odpowiedz pierwsze-kroki 11 sierpnia 2020 at 10:38

      Mamy podpisaną umowę użyczenia go złożoną w US – dość specyficzną bo po połowie na nas, po połowie na firmę 🙂
      Każdego miesiąca opłacamy rachunki (by nie zostało zadłużone) i remontujemy za wyznaczoną kwotę „najmu” 🙂
      Nie jest nasze – nasz będzie dom, który wybudujemy.

    Odpowiedz

     

    Zapisz się na Newsletter i otrzymaj 5% rabatu na zakupy w naszym sklepie.

     

    Zagadzam się na newsletter

    Zagadzam się na newsletter