Blog

Jak z płaczącej do poduszki kwoki stałam się zmotywowana do działania kobieta!

10 stycznia 2019

Ostatnio nie mamy z Danim czasu na cokolwiek. Chociaż zmienił pracę i jest w domu około godziny 16 to nadal ubolewamy nad zbyt szybko pędzącym dniem (przypominam, że wracając z wcześniejszej pracy nie było opcji zobaczyć go przed 18:30 – najwcześniej był około 20-21 w domu by znów o 6 jechać do Poznania). Teraz zmieniły się priorytety i stawiamy jeszcze mocniej na rodzinę. Wspólne wieczory filmowe, układanie lego czy budowanie torów dla aut na baterie. Biegaja wieczorem po mieszkaniu udając „turbo-szczury”. Dzieci padają ze zmęczenia o 18:30-19, a my mamy czas dla siebie.

Teoretycznie. 

Niestety ale najczęściej wieczorem wychodzą jeszcze „brudy domowe”. Czyli wyjście z psem, wyniesienie śmieci, posprzątanie kuchni , powieszenie prania, chęć pogrania na kompie, moje emaile czy inne zlecenia które MUSZĘ zrobić „na wczoraj” czy naprawianie toalety (jak dwa dni temu – męczyliśmy się 5 godzin by móc zrobić siku – woda nie chciała zejść na dół – oczywiście nasz pion kibelkowy w bloku jest stary, zawalony i odmawia współpracy). Ale nie o tym chciałam, bo takie akcje zna każdy kto rano pracuje, a po południu chce wykorzystać i fajnie spędzić czas z dziećmi.

Chciałam byś się zastanowiła…

…ale tak szczerze. Tak zupełnie sama przed sobą odpowiedz na pytanie – czy robisz w ciągu dnia wszystko, byś była z niego zadowolona – ale tak naprawdę zadowolona. Nie kładziesz się spać z myślami, że nie wykorzystałaś dnia najlepiej. Nie miałaś chwili dla dzieci, dom zawalony naczyniami i praniem, w pracy nie do końca miałaś natchnienie i nie wykonałaś swoich obowiązków tak jakbyś chciała. Czy może odwrotnie – pracowałaś jak nigdy, dzieci na czas odebrane z placówek – zjedliście obiad który zrobiłaś i jeszcze miałaś czas na wspólna zabawę z nimi. A wieczorem? Poświęciłaś swój czas partnerowi. Wiesz że każda z nas ma inna wizję dnia idealnego. To co dla mnie będzie czymś normalnym, dla Ciebie może być fanaberia – jak np. codziennie odkurzanie mieszkania dla mnie jest normalne, ale jakbym miała jeszcze na mokro jechać – to gruba przesada.

Po prostu pomyśl

Czy jesteś szczęśliwa po całym dniu. Kładąc się do łóżka czujesz że wykonałaś kawał dobrej roboty? Czy wręcz przeciwnie – każdego dnia, albo przez większość czasu żałujesz że nie wykorzystałaś go tak jak należy. Taki rachunek sumienia przed snem. Pewnie się teraz zastanawiasz po co o tym mówię? Dlaczego poruszam taki temat, niby zwykły – taki trochę bez sensu – ale jednak ważny. Bo jeszcze kilka miesięcy temu byłam w grupie ludzi wiecznie niezadowolonych ze swojego życia. Dzień w dzień wyłam mężowi do poduszki że moje życie jest nudne, nic się w nim nie dzieje – nie robię nic, czuje monotonie i mam wrażenie że dni uciekają a ja stoję w miejscu. Właśnie.., taka bierność mnie dobijała. Czułam że to życie które miałam wtedy nie jest dla mnie. Ja chciałam więcej.

Zaczęłam od pracy.

Moja praca jest ta strona. To miejsce na którym jesteś teraz – jest jednym z naszych źródeł dochodu. Nie ukrywałam tego i nie mam zamiaru tego robić. Zresztą, nie od dziś wiadomo że blogerzy zarabiają pieniądze – dla niektórych to nie praca, ale dla mnie praca jest wszystko to, co przynosi legalne dochody. Podatek odprowadzam – także mam czyste sumienie. Przed ślubem pisałam bardzo dużo – wtedy coś się zmieniło. Zaczęłam czerpać coraz większą radość z porannych pobudek – wiedziałam że wstaje po coś. A nie tylko dlatego by zając się domem, dziećmi, psem czy jeszcze wtedy narzeczonym. Po ślubie znów przestałam – ale miałam wymówkę – pierwsze 13 tygodni ciąży przespałam. Po prostu mnie nie było, a jak ktoś mnie szukał – wiedział gdzie jestem, zawsze pod kocem w sypialni lub salonie spałam. po prostu. To jedyna sytuacja w której nie mam sobie nic do zarzucenia – bobas chciał odpoczynku, to mu go dałam.

Ale w końcu się obudziłam.

Pełna sił – jak spałam tyle tygodni to nic dziwnego że wstałam wypoczęta. Jednak to nie wszystko – nie wiem czy mój mózg pracuje aktualnie inaczej, ale pomysły do głowy napływają jak nigdy wcześniej. Moja lista ciągle jest otwarta i działam nad kolejnymi produktami do sklepu. Czuję że to mój czas, moja chwila i chcę to wykorzystać – tym bardziej że okolice maja, czerwca i lipca daje sobie totalny luz i skupiam się TYLKO na rodzinie. Nawet firmę mam zamiar na ten czas „podrzucić” komuś. Wysyłkę produktów i email – bo blog zawsze był i będzie tylko mój. Jednak do brzegu…

Jak zaczęłam dostrzegać to, że wykorzystuję dzień?

Było mi łatwiej to dostrzec w momencie gdy zaczęłam zapisywać sobie na kartce, kalendarzy, plannerze czy w innym miejscu rzeczy które mam do zrobienia danego dnia. Ale nie tylko takie jak lekarz, trening, zebranie z rodzicami, emiale. Ja zapisywałam wszystko
-pranie różowe, pranie czarne, pranie kolorowe
-zmywarka
-obiad
-wyjście z psem
-30 emaili
-lekcje blogowania
-produkt 1
-produkt 2
-zacząć produkt 3
-po trampki do dziecka
-zadzwonić do spółdzielni
-ogarnąć lekarza ortopedę
-napisać post
-zamówić ramki
-kupić upominki imieninowe dla dzieci
-do babci
-zakupy
-odkurzanie
-zapłacić resztę rachunków
-dzieci (to uwzględniam w planie dnia by nic nie było w tej chwili wpisane – godziny od 14:30-18 są godzinami dzieci i one maja mnie i Daniela dla siebie)
-kolacja

To są przykładowe zadania w ciągu dnia jakie muszę wykonać – i akurat wszystkie jakie znajdują się na mojej liście dziś! Dla jednych niewiele – dla innych lista jest spora. Ja wiem ile zadań potrafię wykonać w ciągu dnia i prawie zawsze udaje mi się cała listę odhaczyć.

Teraz, przed pójściem spać wiem że jestem zadowolona ze swojego życia. 
Taki rachunek sumienia był mi bardzo potrzebny.  
Zmiana nawyków, wprowadzenie zmian doprowadziły do tego że każdego dnia kończę dzień mega zmęczona ale jednocześnie szczęśliwa. 
Czuję że wykorzystuje każdy dzień do granic możliwości. Znajdujac czas na to co dla mnie ważne – dla rodziny, na pracę, na dom i marzenia. 

cof

 

You Might Also Like

Brak komentarzy

Odpowiedz

Polub Pierwsze kroki na Facebooku!