Blog

Ile dajemy na chrzest? Nie stać mnie na bycie rodzicem chrzestnym? Cała prawda o prezentach dla dziecka z okazji chrztu.

18 września 2019

Niedawno pochwaliłam się na naszym IG datą chrztu naszego najmłodszego dziecka. O dziwo nie komentowano daty, zwyczaju czy naszej wiary. Dostałam ogrom pytań, które zupełnie mnie zaskoczyły – a później odkryłam, że temat jest dość trudny. Nie mówimy o nim głośno, a nawet jeśli to odpowiedzi są dość wymijające. „Basia, jestem chrzestną co powinnam kupić dziecku z okazji chrztu?”, „Basia, ile wypada dać dziecku?”. „Basia, myślisz że wypada dać 200 zł z okazji chrztu – co myślisz o tym jako mama która właśnie organizuje chrzest swojego dziecka?”

Zacznijmy od tego, czy cokolwiek wypada…

Czy gdzieś jest zapisany cennik jaki mamy z okazji tego ważnego sakramentu? Fakt, że niektórzy księża taki mają (nasz na szczęście jest proboszczem z powołania, nie z chęci wzbogacenia się) ale czy rodzice wystawiają przed kościół tablicę z ofertą. Dziadkowie 500 zł, chrzestni 600 zł, ciocie i wujkowie 100 zł od osoby, rodzeństwo 200 zł. Jest coś takiego? Jasne, że nie ma! Nie ma i nie będzie, bo dla każdego (normalnego!) rodzica nie ma to najmniejszego sensu. Przyjęcie sakramentu dziecka nie jest okazją do wzbogacenia się – nie taki jest tego cel. Wiesz co się liczy tego dnia?

Obecność!

Obecność bliskich podczas ważnych momentów dziecka. Chrzest, urodziny, imieniny, gwiazdka, Wielkanoc, komunia, bierzmowanie, ślub, osiemnastka… nie tylko tego jednego dnia. Obecność zawsze, gdy dziecko będzie tego potrzebowało. Pomoc w nauce, pomoc gdy będzie potrzebna podwózka, a może chwila zwątpienia i ramię do wypłakania? Nie jest to ważniejsze od pieniędzy, prezentów i sztucznej życzliwości?

Zapomnieliśmy o tym, że rodzina jest najważniejsza.

W tym chorym, nasiąkniętym materializmem świecie zapomnieliśmy o sobie. O tym, że bliscy są numerem jeden. Nie pieniądze, nie upominki – tylko ludzie. Zastanawianie się więc nad kasą, podczas tych chwil jest niepotrzebne. Dla rodziców dziecka najważniejsza jest – a przynajmniej powinna być – obecność. Nie odpowiedziałam nikomu na pytanie „Basia, ile?” bo liczy się dla mnie człowiek. Jeśli zechce coś podarować Maciejowi z okazji tego dnia – proszę bardzo, ale nie mam zamiaru nikogo z tego rozliczać.

Tak samo było na naszym ślubie!

Niektórzy odmówili nam świętowania z nami, tłumacząc się brakiem pieniędzy! I wiesz co? Było mi przykro. Autentycznie zrobiło mi się przykro, bo nie o to nam kompletnie chodziło. Nie mam pojęcia ile kto nam dał. Kompletnie nie patrzyliśmy na to – otworzyliśmy koperty – zebraliśmy wszystko do kupy i ok. Nie wiem ile kto wrzucił, bo to było dla mnie kompletnie bez znaczenia. Tak samo jest teraz,podczas przygotowań do chrztu świętego. Nie oczekujemy niczego, poza obecnością osób które zaprosimy.

Podaruj dziecku siebie. Swoją uwagę, zainteresowanie i pomoc. 

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam na nasz Facebook

You Might Also Like

1 komentarz

  • Odpowiedz Kasia 18 września 2019 at 15:05

    Basiu, bardzo miło mi jest przeczytać takie słowa od mamy. Sama mamą nie jestem, ale jestem za to podwójną matką chrzestną, którą zostałam (podwójnie) w wieku 20 lat. Był to czas dla mnie trudny, ponieważ rozpoczynałam studia i każdy grosz był na wagę złota. Natomiast moje kuzynki, mamy moich chrześniaków niestety o tym zapomniały i widząc ode mnie-dla chrześniaka 200 zł w kopercie, dla chrześnicy-złoty medalik- zrobiły skrzywione miny i odłożyły prezent w kąt… Było mi bardzo przykro, bo wiem że od ojców chrzestnych dostali dużo droższe prezenty. Wytykane jest mi to ,,subtelnie” podczas świąt, różnych uroczystości, imienin, bo moje prezenty, cioci studentki są uboższe. Twój wpis daje mi wiarę w to, że mamy myślące racjonalnie jeszcze istnieją. Pozdrawiam całą Waszą wspaniałą piątkę 😍

  • Odpowiedz

     

    Zapisz się na Newsletter i otrzymaj 5% rabatu na zakupy w naszym sklepie.

     

    Zagadzam się na newsletter

    Zagadzam się na newsletter