Blog Główna

Dziecięce interpretacje – czyli jak tłumaczą sobie dzieci sytuacje dla nich trudne.

7 sierpnia 2017

Znawcą nie jestem. Doktoratu nie posiadam. Ale jestem mamą, mam oczy, uszy i świetny zmysł obserwacji. Poza tym, sama kiedyś byłam dzieckiem i wiele z tego okresu pamiętam. Jeśli szukasz właśnie teraz naukowego wpisu, możesz iść dalej – u mnie będą przykłady z życia mojego, naszego i być może zahaczającego o Twoje – Wasze. Momentami będzie śmiesznie (mam nadzieję), a jeszcze częściej dziwnie. Post powstał pod wpływem chwili i dokładnie jednej sytuacji z dnia wczorajszego która przypomniała mi te wszystkie dziwne tłumaczenia – było tego tyle, ze powstał wpis.

Żeby to miało ręce i nogi zacznę od siebie. Te momenty które pamiętam są dość śmieszne patrząc na to z tej perspektywy w której teraz jestem. Jako dziecko mało najwyraźniej ogarniałam. Przyjemniej teraz mam fajne wspomnienia. Zobacz jak ja i moje dzieci tłumaczyliśmy sobie rzeczy których nie potrafiliśmy wyjaśnić w inny sposób.

Głos w telewizorze.

Jak była małą dziewczynką byłam pewna, że lektor w TV to Pan siedzący non stop przy mikrofonie i czytający te wszystkie teksty podczas wyświetlania obrazów. Rozumiesz to? Filmy, bajki i nawet reklamy czytał ktoś po drugiej stronie w czasie rzeczywistym. Nie miałam pojęcia że to wszystko jest wcześniej nagrane, zmontowane i ten Pan już dawno jest na wakacjach. Dla mnie, on pracował 24 godziny/7 dni w tygodniu/365 dni w roku. Śmieszne jest to, że z tego okresu pamiętam tylko głos męski, nie mam pojęcia czy jakieś kobiece były – pewnie tak, ja zakodowałam tylko mężczyznę.

Domek dla zająca, mikołaja i gwiazdora.

U nas w miejscowości jest taka stara wieża. Już jako mała dziewczyna widziałam ją z balkonu. Była bardzo wysoka, zniszczona i dość przerażająca. Składa się z trzech kondygnacji. Pierwsza od dołu jest największa – najszersza i najwyższa, druga nieco krótsza, natomiast trzecia jest maleńka i cała oszklona. Rodzice nie do końca wiedzieli do czego ta wieża była stworzona, dlatego zbywali nie gdy pytałam. W końca sama wymyśliłam sobie że na dole mieszka gwiazdor, na środku Mikołaj a na samej górze zając. Mama i tata potwierdzili wersję, teraz już wiem że dla świętego spokoju.

Pewnie było więcej takich akcji, ale wiele myśli po latach gdzieś umyka. Teraz mam możliwość obserwowania moich dzieci. Mam wrażenie że jeden i drugi są mistrzami w wymyślaniu nowych zastosowań. Są momenty w ciągu dnia, gdy mam zwyczajnie dość tłumaczenia im 50 razy tego samo. Są też takie dni, gdy przytakuje non stop by po prostu skupić myśl na czym innym. Teraz już mniej, jednak podczas studiów musiałam.. teraz są skutki. Nie powiem, uśmiać się czasem idzie – ale trudno też ich z błędu wyprowadzić.

Dzieci powstają przez pocałunek i „wychodzą” pępkiem.

Antko bardzo chce mieć teraz brata. Non stop biega obok mnie i Daniela i prosi byśmy się pocałowali bo mamie w brzuszku ma rosnąć dzidziuś. Tłumaczenia że dziecko nie powstaje przez pocałunki nie pomagają. Gdy próbuję ciągnąć temat i pytam jak to dziecko przychodzi na świat.. którą częścią ciała lekarz wyciąga mamie dziecko z brzuszka – odpowiedź jest jasna. Mówi z taką powagą, pewnością że niejedna osoba byłaby w stanie mu uwierzyć. Dziecko wychodzi przez pępek.

Napoje gazowane.

Wiecie że napoje gazowane powstają dzięki temu, że dodaje się do nich proszek z oranżady w proszku. Ten sam, który dodaje się do musujących cukierków. To dzięki tej maleńkiej paczuszce oranżady w proszku my mamy wodę gazowaną, cole i inne napoje zawierające gaz. W tym tygodniu wyprowadziłam dziecko z błędu. Kupiłam sok pomarańczowy, oranżadę w proszku i zrobiliśmy eksperyment. Wniosek? Jedna oranżada to za mało, musi być ich więcej. Innej opcji nie ma.

Co dzieje się z człowiekiem po śmierci.

Są rożni ludzi i różne twierdzenia. Ciało umiera, umysł zostaje. Odradzamy się w innym ciele. Znikamy na zawsze… to jedne z wielu hipotez jakie ludzie na Ziemi mają. Antko ma swoją. Pod koniec roku 2016 zmarła moja babcia, która dość długo chorowała. Antek był tego świadkiem, mieszkała piętro niżej i odwiedzaliśmy ją dość często (gdy jeszcze mogła, później stawało się to dość kłopotliwe). Antek obserwował jak babcia coraz gorzej się czuła, wiedział że przestaliśmy tam chodzić bo trafiła do szpitala.. pewnego dnia zapytał co z babcią. Babcia odeszła a on wysuwa od tego czasu ciągłe wnioski. Jeden z nich wygląda tak : utopił ostatnio glizdę w kubku. Mówię mu że chyba ją utopiłeś i odeszła od nas. A on twierdzi, że teraz robal jest z babcią Celiną i użyźnia chmury. Jeszcze lepszym smaczkiem jest to.. gdy leci samolot nie krzyczy jak wszystkie dzieci „panie pilocie dziura w samolocie”, od krzyczy ” nie zrań śmigłem nogi babci Celiny”. Babcia „siedzi” na chmurkach, jak inni którzy odeszli i świetnie się tam bawi.

 

To są takie przykłady z naszego życia. Jestem ciekawa czy Ty i Twoje dzieci też tak sobie coś tłumaczyliście, bądź tłumaczycie dalej. Przyznam, że momentami można się pośmiać przypominając sobie to wszystko.. jednak są też takie dość mroczne wymysły jak tez z babcią..

 

 

 

 

 

 

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam na nasz Facebook

You Might Also Like

Brak komentarzy

Odpowiedz

 

Zapisz się na Newsletter i otrzymaj 5% rabatu na zakupy w naszym sklepie.

 

Zagadzam się na newsletter

Zagadzam się na newsletter