Blog

6 rzeczy które robię jako mama, a które wcześniej były nie do pomyślenia!

4 grudnia 2019

Ten tekst może wywołać prawdziwą lawinę hejtu, nienawiści i wytykania mnie paluchami. Zaryzykuję – bo lubię ostatnio na granicy ryzyka się poruszać. Wśród tej statecznej przygody, muszę momentami poczuć adrenalinę. A to zapewniają mi osoby, które nie mają dystansu do życia i do siebie. Odkąd zostałam mamą zmieniło się moje podejście do wszystkiego. Brzydzę się już znikomej ilości rzeczy, na więcej widoków jestem odporna a zachowania w różnych sytuacjach nie przypominają tych które miałam jeszcze osiem lat temu.

Wraz z pojawieniem się dziecka, zmienia się wiele. Zmieniasz się Ty jako kobieta, zmienia się postrzeganie rzeczywistości i zmieniają się priorytety. To zupełnie normalne i śmiem twierdzić że każda z nas tak ma. Bycie mamą zmienia. Bardzo. Przedstawiam 6 punktów które zmieniło we mnie moje macierzyństwo. Niektóre są naprawdę wstrętne – osoby o słabych nerwach niech nie czytają dalej tego tekstu.

1.Oglądam z zaciekawieniem czyjeś kupy.

Brzmi strasznie, ale dopiero wtedy,gdy zostaniesz mamą wiesz jaka to konieczność. Kupa prawdę Ci powie. Czy nie ma uczulenia, czy nie zmarzł, czy dane jedzenie mu nie zaszkodziło, czy jego układ oddechowy nie jest zawalony flegmą… no wszystko. Każda mama patrzy na kupę swojego dziecka jak na świętość i ja też należę do tego grona. I tak, nawet 10 dziennie. Każdego dnia – od ośmiu lat z drobnymi przerwami babram się w czyjejś kupie. W sumie nawet nie narzekam, nie mam wyjścia a mnie zwyczajnie przestało to brzydzić.

2.Przestałam być perfekcyjna a stałam się praktyczna. 

Nie gotuję obiadów dwu daniowych – chociaż miałam taki głupio okres w swoim życiu, gdy zajeżdżałam się a dwa dania na stole były – dojrzałam i zmądrzałam. Nie jadę codziennie na mopie, odkurza za mnie robot, zmywa zmywarka (nawet drewno, patelnie i gary!. Nie staram się być we wszystkim  najlepsza – to zostawiam tylko do zleceń, które tego wymagają. Nie jestem idealną mamą, ale żadna z nas nie jest. Przestałam biegać jak szalona – jestem praktyczna, leniwa i… szczęśliwa.

3.Ograniczyłam znajomości.

Pamiętam okres gimnazjum czy liceum. Ilość znajomych definiowała Cię jako osobę „popularną”, „lubianą”, „cool” i inne takie. W gimnazjum na przerwach układałam puzzle. W liceum byłam przeciętniakiem, jednak troszkę bardziej w stronę cool niż nudziary (chyba!). Teraz mam w nosie to, ile osób mnie lubi. Mam męża – najważniejszą osobę w moim życiu która pełni wszystkie potrzebne mi funkcje. A to, czy ktoś mnie lubi mam w nosie. Tylko Ci najlepsi zostali, nie ma ich wiele ale są. Dla nich warto.

4.Najpierw jestem ja i rodzina – a daleko w lesie cała reszta.

Nie biegam już na posyłki jak piesek, który musi, bo ktoś rzucił kość. Mam swój rozum, zmądrzałam i wyciągałam wnioski kiedy trzeba było. To nie tak, że moje serce stało się kamieniem. Pomagam jak mogę. Pomagam, jak załatwię swoje sprawy. Pomagam jak trzeba, jak zależy od tego czyjeś zdrowie. Ale nie biegam już z każdą pierdołą i nie załatwiam spraw za innych. Jestem ja i moja rodzina. Jeśli nasze potrzeby są w 100% ogarnięte, wtedy pojawia się miejsce na inne. Nigdy odwrotnie. Zlikwidowałam w ten sposób wiele osób ze swojego otoczenia, zostali Ci, którzy chcą zostać a nie Ci, którzy czegoś potrzebowali.

5. Moje życie to nie tylko dzieci. 

Kocham całym serem, jednak nie umiem zamykać się tylko w tej roli. Muszę robić coś dla siebie by nie zwariować. To miejsce, ta firma jest dokładnie taką odskocznią. Praca daje mi spełnienie i odpoczynek od dzieci, pampersów i wyżej wspomnianych kup. Nie wyobrażam sobie siebie za 10 lat bez wizji, bez pomysłu na siebie i z ręką w nocniku. Widze siebie spełnioną, a mega fajną pracą i szczęśliwą rodziną. Patrzę na dzieci i obserwuję – chcę by oni robili dokładnie to samo i wyciągali wnioski. Dzieci się kocha, ale nie można zamykać się tylko na macierzyństwo a reszty do siebie nie dopuszczać. Niech widzą że mama ma plany, ambicje, cele… Chcę by moje dzieci miały podobne podejście w przyszłości.

6.Ten punkt jest kontynuacją poprzedniego. 

Mam marzenia. Mam plany, wizje i cele. Głośno o nich mówię, nie boję się porażki bo to ona stoi za dalszymi sukcesami, jeśli tylko wyciągniesz z tego dobre wnioski. Głośno mówię czego chce, nie zamykam się już na swoje marzenia i nie trzymam ich w sobie. Mówię o nich nie tylko mężowi czy najbliższej rodzinie, mówię o tym też Tobie. Nie jest mi głupio, gdy coś się nie uda. Czuję smutek, ale tylko chwilowy. Smak zwycięstwa jest fajny, gdy dzieli go z Tobą duża liczna ludzi.

A u Ciebie co zmieniło macierzyństwo?

 

 

 

 

 

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam na nasz Facebook

You Might Also Like

Brak komentarzy

Odpowiedz

 

Zapisz się na Newsletter i otrzymaj 5% rabatu na zakupy w naszym sklepie.

 

Zagadzam się na newsletter

Zagadzam się na newsletter